Blog Michała Pawełczyka
Od trzech lat mam nową pasję. Nowy sport, o którym nigdy nie myślałem, że będzie mi dawał tyle radości, a jednocześnie wyciągał tyle kasy. Narty, bo o nich mowa, to oszczędnie licząc 100 zł za jeden dzień jazdy po polskich stokach. Jednak nie koszty przyprawiają o palpitacje serca zapalonych narciarzy. Znacznie bardziej irytujące od tego ile wydamy jest fakt czy będzie na czym jeździć by pieniądze te wydać.
Warunki pogodowe zaczynam sprawdzać od około połowy grudnia, tego nauczył mnie poprzednia zima. Być może jest dosyć wcześnie jak na wyjazd w styczniu, ale chce wiedzieć jak się kształtują warunki śniegowe. Rozpoczęcie sezonu miało nastąpić po świętach Bożego Narodzenia, ale niestety ostatecznie zniechęcono mnie do wypadu do Szczyrku, a szkoda, bo może nie było aż tak źle. W Wierchomli, do której wybierałem się w połowie stycznia warunki układały się całkiem dobrze i stabilnie. Pokrywa śnieżna była wystarczająca. Pozostawało mieć nadzieję, że odwilż nie przyjdzie za szybko.
Tak jak rok temu razem z Kamilą i moją siostrą ruszyliśmy z jaworznickim PTTK na obóz szkoleniowy do Wierchomli. Na stoku zastaliśmy warunki, które mogliśmy spokojnie ocenić na 4+. Śniegu było sporo, ale cały czas topniał. Nie pozostało nic innego jak jeździć całymi dniami. Buty narciarskie mieliśmy na nogach po 8-9 godzin dziennie, prawie jak dniówka w pracy:p Na temat tego wyjazdu poświęciłem już parę akapitów na GT WERTEP, więc zapraszam Was tam do przeczytania relacji i obejrzenia galerii.
Sesję egzaminacyjną udało mi się zamknąć dość szybko i sprawnie, więc długo się nie zastanawiałem gdy zaproponowano mi wypad na narty. Cel ON Soszów. Samóchód - jest. Drużyna trzyosobowa - obecna. Wypad zorganizowaliśmy oczywiście w tygodniu, ponieważ chcieliśmy uniknąć tłumów. Na stoku byliśmy jednak dopiero o 11 z pewnych względów. Ludzi było jednak naprawdę mało, więc po zakupie karnetu 4h za niebotyczną cenę 60 zł rozpoczęliśmy jazdę góra dól. Na dwóch trasach warunki były całkiem dobre. Trasa czarna była troszkę w gorszym stanie więc nie ujeżdżaliśmy jej za długo. Zresztą czerwona trasa stawiała większe wymagania techniczne. Po 4 godzinach ciągłego stania na nogach człowiek może być naprawdę zmęczony. Na Soszowie niestety nie ma ani jednej kanapy. W ośrodkach narciarskich w Beskidzie Śląskim już od lat nie widać żadnych inwestycji.
Wyjazd był bardzo udany, teraz pozostał już tylko tydzień do największego dreszczowca. Czy w Szczawnicy się utrzyma śnieg i ile go tam naprawdę jest.
Wyjazd był po cichu organizowany jako firmowy wypad GT WERTEP. Chciałem zobaczyć jak uda się coś takiego zorganizować w małej skali. Udało się od rodziców pożyczyć samochód i ruszyć z Kamilą i dwojgiem znajomych z północy. W wtorek rano Kamila, Gosia, Alan i ja zapakowaliśmy się do Astry II sedan z trzema parami nart i ruszyliśmy w stronę Szczawnicy. Naszą drogę wygenerował niemiecki silnik, z którego Alan się nabijał, ale i tak był bardziej dokładny niż można było się spodziewać. Przynajmniej czas podróży nie wziął się z kosmosu.
Trzy pary nart wskazywały na to, że na pokładzie mamy nowicjusza. Alan miał pierwszego dnia postawić pierwsze kroki na nartach. No i w końcu stanął, a było już ciemno... Na szczęście po jego zejściu Palenica nie stała się równiną o czym mnie ostrożni przed wyjazdem ostrzegali. Alan nic nie zepsuł. Ale po kolei z pominięciem kwesti rozładunku, bo kogo to interesuje. Po południu warunki na trasach były naprawdę trudne. Sztuczny sypki śnieg był grząski i bardzo utrudniał jakąkolwiek jazdę. Narty się w nim całkowicie zapadały aż do kostki w bucie. Gdzie nie było zasp na wierzch wychodził czysty lód. Jak na pierwszy dzień makabra. Po kilku zjazdach byliśmy troszkę zdegustowani. Liczyłem bardzo, że po ratrakowaniu warunki się poprawią, ale wiedziałem, że po południu będzie tak samo. Znałem te trasy. Po południu za rodzinnej niebieskiej trasy są muldy, a na czerwonej odsłania się lód. Tylko naturalny śnieg potrafi zmniejszyć to zjawisko i pozostawić stoki zdatnymi do jeżdżenia przez cały dzień. W sytuacji gdy dobre warunki były tylko na polanie gdzie ćwiczył Alan, a było tam już ciemno, stwierdziłem, że trzeba się pogodzić z ciężkimi warunkami po południu. Następnego ranka kupiliśmy karnet dopołudniowy.
Jazda do 14 było wyborem najlepszym z możliwym. Dawało nam to około 4h jazdy w dobrych warunkach. Po rozgrzewce na trasie niebieskiej na okrągło ujeżdżaliśmy z Kamilą czerwoną trasę. Palenica I dawała naprawdę sporo radości. Stromizny pokonywaliśmy gładko wybierając te rzadziej uczęszczane miejsca. Alan dzielnie ćwiczył na polanie i niestety trochę naciągnął mięsień. To był jego ostatni raz na nartach tego roku. Wystarczyło by stwierdził, że ma ochotę na zakup własnego sprzętu i powrót na stok za rok. I to najważniejsze. Witamy nowego narciarza! Tymczasem na wszystkich trasach na krawędziach szalała Gosia, która zatrzymywała się tylko wtedy kiedy naprawdę musiała.
Przez cały wyjazd śmialiśmy się z bujnej twórczości zespoły Feel, kŧóry przez telewizję został wypromowany w ciągu ledwie roku do rangi zespołu typu Myslowitz. Tragedia. Po głowie chodziła nam ciągle piosenka, która wygrała Sopot 2007 i wpadaliśmy w euforię gdy była puszczana w radiu lub w telewizji w restauracji. W końcu Alan przeszukał Google i odkryliśmy, że możemy pokazać na co nas stać. Z takim hymnem na ustach ruszaliśmy w dół stromej czerwonej trasy by pokazać, że umiemy używać tych desek. Alan tymczasem dotarł do granicy, ale piwa stamtąd nie przyniósł. Przysłał nam za to wieść, że wieczorem ma być koncert Feela w namiocie Żywca pod wyciągiem. Brzmiało to bardzo realnie, bo to w końcu Walentynki, ale zamiast Feela przybył jakiś mebel, Sofa chyba i tyle wyszło z plotek o koncercie. A już się baliśmy, że jak się spóźnimy choć 10 minut to będzie już po koncercie.
Wieczorem wybraliśmy się ponownie na zachwalaną przeze mnie gorącą czekoladę, ale niestety sympatyczny kelner jak dzień wcześniej poinformował nas, że czekolady nie dowieźli: "Co podać oprócz czekolady?". Przy wyjściu nawiązałem z nim sympatyczną rozmowę.
- Prosze Pana, koledzy przejechali 800 km na czekoladę, a pan mówi i że jej nie ma
- Może jak śniegi zejdą to przyjedzie do nas
9...)
- O widzicie, Pan liczy nam za to rachunek z minusem. Zaraz wypłaci nam pieniądze.
- Takie rzeczy to tylko w Erze.
W pokoju mieliśmy jeszcze dwa Żubry, z którymi trzeba było coś zrobić. Alan stwierdził, że może grzańca w Piotrusiu, którego co dzień gmerał za uszkiem by ten zagotował wodę na herbatę. Czajnik Piotruś bez oporów zrobił dla nas litr grzanego piwa. Było całkiem smaczne jak na taką amatorszczyznę. Grzaniec z miodem by Piotruś. Musicie spróbować. Zainteresowanym dam namiary na pokój.
W nocy spadło sporo świeżego śniegu. Zasypało samochody. Rano było słychać nieudane próby wyjazdu samochodów pod górę obok naszego ośrodka. Trochę stresu mi to nagoniło Spakowaliśmy się i ruszyliśmy na ostatnie pół dnia na stok. Ponieważ na wyciągu byliśmy jako jedni z pierwszych to z radością skorzystaliśmy z wyrzeźbienia świeżych śladów w puchu poza trasą. Mieliśmy z tego naprawdę sporo radości. Przez pierwsze godziny zamiecie śnieżne zmieniały się miejscami z bijącym słońcem. Bez gogli jazda była bardzo trudna. Prawie niemożliwa. Na szczęście pogoda się w końcu ustabilizowała i mogliśmy spokojnie wyjeździć się ile dusza zapragnie. Przed 14 zakończyliśmy na czerwonej trasie pięknymi popisowymi zjazdami. Tak pożegnaliśmy się z Palenicą.
Wyruszyliśmy późno bo dopiero o 17, ale powrót był na szczęście tylko formalnością. Nigdzie nie pobłądziliśmy, a i samochody jechały raczej w przeciwnym kierunku. Alan i Gosia jeszcze tego wieczoru wsiedli do pociągu by po kolejnych 11 godzinach znaleźć się w Gdańsku. Wyjazd zaliczam do bardzo udanych. We wspaniałej ekipie spędziliśmy na nartach cztery dni i mieliśmy dobre warunki śniegowe. Mam nadzieję, że to nie ostatni taki wypad i jeszcze nie raz pokuszę się o taki wyjazd. Chętni na narty z GT WERTEP mogą już dziś komentować poniżej. Pokażcie na co Was stać. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku w końcu dotrze do nas prawdziwa zima, a jazda będzie możliwa na każdym stoku przynajmniej przez trzy miesiące. Góry są po to by był tam śnieg.
EDIT: Dodałem na GT WERTEP relację i galerię zdjęć z tego wspaniałego wyjazdu. Wszystkich zapraszam.
Uwaga: komentarze nie obsługują żadnych tagów HTML ani bbCode. Obsługiwane jest natomiast formatowanie w stylu Textile Lite (bez obrazków). Przejście do nowej linii uzyskuje się za pomocą klawisza [ENTER].
Bardzo ładnie. :D Co do niemieckiego silnika, to jego jedyną wadą było to, że chciał nas po schodach wwieźć. A teraz sprawdziłem, że zumi też proponuje ponad 3h, więc coś musiałem zwalić. I prowadzi przez Park Górny. :P
Więcej po moim obiedzie. :D
Dlatego w Krościenku wyłączyliśmy niemiecki silnik i pojechalismy „na czuja” ... „na jana” ... no, że ja jechalem na pamięć :p
Obiad chyba się już @lanie skończył.
Już dawno. ;) W tej chwili przeglądam swoje zdjęcia, które się nadają do pokazania. ;)
Ja mam zamiar twoje wykorzystać :p Nie dopisałeś żadnej licencji w sumie i chyba sie nie sprzeciwisz ;)
Jasne. Zaraz będą na picassie. ;)
A o licencję do mojego zdjęcia Piotrusia to nikt nie poprosił! :D
To GPL nie jest od „Gosia Public License”? :D :P
Jest jest, ale zawsze wypada zapytać :D
Ups, właściciel się upomniał. No i teraz trzeba będzie zapłacić. Czy Gosia pójdzie na ugodę? :D
To zależy, czekam na propozycje :D
Może pierwszeństwo w otrzymaniu miejsca na kolejną wycieczkę organizowaną przez GT WERTEP ;)
W sumie to już zapewnione, więc może jakieś propozycje wyjdą od Ciebie
Hmm, no dobra, przekonałeś mnie ;D
Na żadne propozycje nie mam na razie pomysłów, ale pewnie coś wyjdzie w praniu :P ;)
To super ;) Niedługo w takim razie opublikuję szerszą galerię